Things should be made as simple as possible -- but no simpler.
A. Einstein
Nie tak dawno temu zastanawiałem się, co by tu pozmieniać, żeby zawartość tej strony była bardziej uporządkowana, żeby łatwiej i przyjemniej się to przeglądało, etc.
Teraz zacząłem się zastanawiać nad czymś zupełnie innym - czy warto w ogóle taką stronę prowadzić?
Sprawa jest cały czas otwarta, i nie wiadomo jeszcze do jakich wniosków dojdę, ale jedno jest pewne - dużo się zmieni.
Jakiś miesiąc temu bardzo się cieszyłem, że rozbudowę tej strony można będzie uznać za podstawę zaliczenia przedmiotu "Aplikacje WWW" na studiach - miałem wtedy plany podobne do tych z tej zeszłorocznej notki - ale w miarę jak się nad tym dłużej zastanawiałem, to dochodziłem do wniosku, że nie warto marnować tyle czasu na coś poświęconego własnemu ego.
Pewnie skończy się na tym, że bloga zamknę i będę czekał, aż powoli notki wyblakną. Galeryjka raczej zostanie, bo się (podobno) ludziom podoba. Z artykułami coś pewnie zrobię, zwłaszcza ten o jornadzie zostanie, może na osobnej stronie, może się go gdzieś włączy.
Ale do końca nie wiadomo, jak to będzie.
Czekam na komentarze.
Comment (9) » (Last comment by pioter2a, posted on 2009-11-17 21:16:48)
(... który się skończył półtorej miesiąca temu ;p)
Wiąkszość ubiegłorocznych postanowień udało się spełnić, z drobnymi brakami co prawda, ale ważne, że więcej można odhaczyć na plus niż na minus. Konkretniej - przez ubiegły rok (kolejność losowa, nie o wszystkim było rok temu):
To tyle z rzeczy, które mi się udały. Natomiast nic mi nie wyszło z planów pisania gry, a wyjazd w Bieszczady się udał, ale bez Ewy ;p
Co dalej? Chyba lepiej tutaj planować kolejny semestr, niż od razu cały rok, więc następnej takiej listy możecie się spodziewać przed wakacjami ;)
To tyle podsumowań. Notkę o bardziej bieżących sprawach wrzucę wkrótce ;)
Comment (3) » (Last comment by mik01aj, posted on 2010-04-13 10:47:59)
Codziennie od 8 do 16, czasami trochę mniej, czasami trochę więcej, spędzam poza domem.
Trochę się tego zgromadziło - analiza, algebra, topologia, C++, lisp, systemy operacyjne, bazy danych, angielski, nowe technologie, historia matematyki, basen, chór i rosyjski. I praca. I gitara w "wolnych" chwilach.
Chciałoby się jakieś własne projekty rozkręcać, blogować sobie, jeździć na wycieczki i zacząć wreszcie naukę jazdy, ale niestety godziny ani nawet minuty nie są z gumy i nie da się ich customizować, żeby były dłuższe.
Nie narzekam na studia. Poziom jest bardzo dobry, a na kolokwiach aż za dobry. Nie narzekam na mieszkanie. Ani na dojazdy, które zabierają mi ponad godzinę dziennie. Nie narzekam na brak pieniędzy. Nie mam na co narzekać.
Ale jakoś mi to wszystko nie idzie tak ładnie jak powinno. Zadania na C++ i inne przedmioty piszę po nocach, potem odsypiam na wykładach albo wcale na nie nie idę, na ćwiczenia raczej chodzę ale z takiej na przykład analizy niewiele ostatnio rozumiem, a przecież matematyka to nie wszystko. Ani informatyka.
Na każdy przedmiot trzeba poświęcić trochę czasu. Wykład raz w tygodniu, ćwiczenia trochę ponad raz w tygodniu + zadanka do zrobienia w domu, w tak zwanym "wolnym czasie". Czyli wtedy, jak nie zbliża się żadne kolokwium z innego przedmiotu. Co z tego, że później trzeba nadrabiać, przecież zadania domowe kiedyś trzeba zrobić, więc coś trzeba poświęcić. Robienie zadania trwa, w międzyczasie spiętrzają się inne zadania i kolokwia, kolejny tydzień człowiek chodzi niewyspany, a i tak TODO się wydłuża.
A ja tak nie mogę. Bo studia to też nie wszystko. Człowiek jest istotą społeczną i chciałby też czasami pobyć z innymi ludźmi, pogadać spokojnie, wyjechać gdzieś, porobić coś.
Więc w poprzednią niedzielę wybrałem się z ciocią (+ paroma jej znajomymi) do lasu na parogodzinny spacerek. Połaziliśmy, trochę zmokliśmy, pooddychaliśmy, a ja wziąłem aparat i nawet parę zdjęć zrobiłem, ale większość wyszła tak, że pewnie niedługo sobię kupię nowy aparat.
Za to jedno zdjęcie mi się ostatnio udało, jest po prawej i można je kliknąć.
Całe szczęście, że niedługo zaczynają się ferie i będzie można przerwać na chwilę ten szalony galop.
Na święta jadę do Przemyśla. Wyjeżdżam jutro, wracam pewnie koło 9tego. Może znormalnieję przez ten czas.
Comment (4) » (Last comment by mr. f' 2j, posted on 2009-01-16 20:46:34)
Według tajnej receptury prababci Wali :)
4 jajka, ¾ szklanki cukru, pół kostki margaryny, skórka z 1 cytryny, łyżka cukru waniliowego, ½ szklanki mleka, ½ kg mąki, 80g świeżych drożdży, śliwki (tyle, żeby pokryć całe ciasto), cukier puder (na lukier).
Drożdże ucieramy dwoma łyżkami cukru i wrzucamy do jakiegoś naczynia (ok. ½ litra pojemności). Jak trochę podrosną to dodajemy łyżkę albo dwie mąki i trochę ciepłego mleka. Czekamy aż urosną.
Jajka ucieramy z resztą cukru. Później dodajemy stopioną margarynę (nie za gorącą), mleko (też ciepłe, ale nie gorące) i aromaty, czyli drobno startą skórkę z cytryny i cukier waniliowy. Ucieramy. Dodajemy mąkę i drożdże (jak już urosną). Wyrabiamy, aż będzie miało jednolitą konsystencję, a następnie wyrabiamy jeszcze drugie tyle :)
Smarujemy blachę, nalewamy na nią ciasto, na cieście układamy śliwki. Wkładamy do ciepłego (ok. 50°C) piekarnika, zostawiając otwarte drzwiczki. Jak ciasto podwoi swoją objętość, zamykamy drzwiczki i ustawiamy temperaturę na 180°C. Nie otwieramy drzwiczek piekarnika przez co najmniej pół godziny, bo ciasto opadnie i nic z tego nie będzie. Ciasto powinno się piec od ok. 45 minut do godziny – trzeba zaglądać przez szybkę i można uznać, że jest gotowe, jak się ładnie zarumieni. Wtedy otwieramy drzwiczki i czekamy aż ciasto się schłodzi do temperatury pokojowej.
W międzyczasie przygotowujemy lukier – bierzemy dużo cukru pudru i mało wody (albo białka z jajka). Wodę dodajemy w malutkich porcjach, najepiej po łyżeczce, i ucieramy tak, żeby uzyskać odpowiednio gęsty lukier. Lukier rozprowadazmy po cieście - powinien szybko wyschnąć, jak ciasto jest ciepłe.
Smacznego :)
Jak mieszkałem w Przemyślu, to mama czętsto taki robiła. A teraz muszę sobie robić sam :P
Comment (5) » (Last comment by mik01aj, posted on 2008-12-27 22:21:03)
Mam internet w UPC. Niby fajnie, łącze szybkie i stabilne, ale niestety trzeba za nie czasami zapłacić. A z tym płaceniem sprawa często nie jest prosta. Otóż w UPC funkcjonuje system o nazwie "Elektroniczna faktura", który służy do oglądania faktur, drukowania ich i pilnowania swoich płatności.
Otwieram stronę logowania. Na niej duża, animowana reklama i pola do logowania. Całość jest we flashu - bez flasha strona wygląda nieco mniej atrakcyjnie:
Alternate HTML content should be placed here. This content requires the Adobe Flash Player. Get Flash
Żeby się zalogować, w pola trzeba wpisać odpowiednie numerki (a przez tego flasha nie da po ludzku wkleić Ctrl-v ani środkowym przyciskiem myszki). Wpisuję numerki i pokazuje mi się "strona główna" (na której raz coś jest, raz nie). W zakładce "Faktury" (w której czasami coś jest, a czasami nie) niby są jakieś faktury, ale w tooltipie pokazują się jakieś sumy z kosmosu wzięte (1,13zł za internet, hmm... chciałbym tyle płacić :D). Po prawej pokazuje sie obrazek z podglądem faktury (który czasami się pojawia, a czasami nie), z napisem w środku: "Wczytuję dane...". Wczytuje i wczytuje, ale zazwyczaj mu nie wychodzi. Fakturę można sobie też wydrukować jako pdf, który też wygląda cudownie :)

Jak widać, u mnie nie działało to za dobrze, więc chciałem też tę stronę obejrzeć z jakiegoś innego komputera, żeby nie było że to moja wina. I, ku mojemu zaskoczeniu, strona prezentowała się jeszcze "lepiej" niż u mnie :)

Ślicznie, nie? :>
Jak widać, jest bardzo miło, można sobie poklikać. Nie za długo, bo po pięciu minutach albo jak coś się zatnie (bardziej prawdopodobne), trzeba będzie przeładować stronę i wpisywać numerki od nowa. Wszystko w trosce o bezpieczeństwo Klienta.
Nie wspomnę już że ten flash żre tyle czasu procesora, ile tylko dostanie.
Zadzwoniłem na infolinię, gdzie dowiedziałem się, że nie uregulwałem jakichś spłat (czy chcę wobec tego przejść do menu głównego?), że moje rozmowy mogą być nagrywane, posłuchałem melodyjek (w sumie dokopanie się do człowieka w słuchawce zajmuje ze dwie minuty), aż w końcu pani na drugim końcu kabla mi powiedziała, że mnie nie słyszy (btw skojarzyłem nazwisko, że to ta sama co mi kiedyś napisała maila fontem wielkości ok 40pt).
Przedwczoraj przeszedłem się do nich, żeby im powiedzieć co myślę o tych ich fakturach, ale pani mi na to, że "jak to nie działa, skoro działa!". I pokazała w swoim IE, jaki adres trzeba wpisać i gdzie kliknąć, i że rzeczywiście działa.
Więc wszystko jest w porządku,a tylko ja mam jakieś chore urojenia albo popsuty komputer. Albo to dlatego, że nie używam Jedynej Słusznej Przeglądarki (ble).
Comment (7) » (Last comment by mik01aj, posted on 2009-06-21 22:20:45)